Cisza zabija nawet myśli

Z początkiem lutego dotarłem na Halę Gąsienicową z zamiarem uczestnictwa w zimowym kursie taternictwa. Jak się dość szybko okazało stanowiłem, z resztą ku mojemu zaskoczeniu, 100% kursantów w tym turnusie i chociaż nie More »

Niczym dziecko we mgle

Okazuje się, że z zawodami biegowymi, szczególnie w okolicy której nie znam dobrze albo i w ogóle, jest jak z jazdą samochodem z GPS-em: owszem, trafię do celu bez problemu, ale za More »

O moim bieganiu słów parę

Pomimo, że na tym blogu skupiam się głównie na górach, to nie tylko o górach chcę tu pisać. Jest to blog osobisty, a moja aktywność nazwijmy to outdoorowa, nie kończy się na More »

O szansach na przeżycie w lawinie

Wiele z polskojęzycznych stron o tematyce około-górskiej porusza ostatnio temat lawin. Ba, nawet w ruchomych obrazkach była o tym mowa. Przyczyną jest seria tragicznych wypadków do jakich doszło w Tatrach w drugiej połowie grudnia. More »

Tatry w starej fotografii

Zerkając do przewodnika Witolda Paryskiego, przy okazji ostatniego wyjazdu w Tatry, w opisie jednej z dróg prowadzących z Doliny Pięciu Stawów Polskich na Gładką Przełęcz natrafiłem na wzmiankę o szałasie pasterskim nad More »

 

Cisza zabija nawet myśli

W drodze na Piątkę

Z początkiem lutego dotarłem na Halę Gąsienicową z zamiarem uczestnictwa w zimowym kursie taternictwa. Jak się dość szybko okazało stanowiłem, z resztą ku mojemu zaskoczeniu, 100% kursantów w tym turnusie i chociaż nie o tym jest ten tekst, to gdyby nie taki obrót spraw do opisanych dalej rozmyślań zapewne by nie doszło. Otóż, chciałbym podzielić się pewną refleksją czy może wręcz spostrzeżeniem, jakie mnie dopadło podówczas w Tatrach. Swoją drogą, jakże to ciekawe, że człowiek przez całe życie dostrzega w sobie co i rusz kolejne rzeczy, o których – zdaje się – powinien przecież już od dawna wiedzieć… ale, do rzeczy.

Niczym dziecko we mgle

Zielony szlak KPN

Okazuje się, że z zawodami biegowymi, szczególnie w okolicy której nie znam dobrze albo i w ogóle, jest jak z jazdą samochodem z GPS-em: owszem, trafię do celu bez problemu, ale za grosz nie spamiętam drogi. Na zawodach trasa zwykle jest dobrze oznaczona, a do tego wystarczy biec za grupą, by bez problemu dotrzeć do mety. Gdy próbuję jednak później przebiec tę samą trasę – albo tylko jej cześć – okazuje się, że w rzeczywistości niewiele z niej pamiętam. Zwalniam i rozglądam się. Przystaję nawet. Momentami jestem pewien, że tędy nie biegłem, by za chwilę zobaczyć coś co jednak kojarzę.

O moim bieganiu słów parę

Na Accreo Ekiden

Pomimo, że na tym blogu skupiam się głównie na górach, to nie tylko o górach chcę tu pisać. Jest to blog osobisty, a moja aktywność nazwijmy to outdoorowa, nie kończy się na łażeniu po górach. Również biegam. Dla przyjemności, na ile można nazwać to przyjemnością, i dla samego siebie. Dzisiaj będzie właśnie o bieganiu.

O szansach na przeżycie w lawinie

Na Halę Gąsienicową

Wiele z polskojęzycznych stron o tematyce około-górskiej porusza ostatnio temat lawin. Ba, nawet w ruchomych obrazkach była o tym mowa. Przyczyną jest seria tragicznych wypadków do jakich doszło w Tatrach w drugiej połowie grudnia. Pokrótce i bez posługiwania się nazwiskami: 18 grudnia turysta spadł wraz z lawiną spod Pośredniej Turni do Świnickiej Kotlinki, wydobyty spod śniegu zmarł w szpitalu; 21 grudnia ściągnięty lawiną zginął w masywie Cubryny 18-letni taternik; 22 grudnia 41-letni doświadczony słowacki taternik spadł z lawiną z Małego Kieżmarskiego Szczytu. Posługując się wypadkiem z 18 grudnia jako przykładem, chciałbym w tym miejscu zwrócić jedynie uwagę na pewien aspekt zimowej wędrówki górskiej.

Tatry w starej fotografii

Schronisko w Morskim Oku

Zerkając do przewodnika Witolda Paryskiego, przy okazji ostatniego wyjazdu w Tatry, w opisie jednej z dróg prowadzących z Doliny Pięciu Stawów Polskich na Gładką Przełęcz natrafiłem na wzmiankę o szałasie pasterskim nad Wielkim Stawem. Informacja o starym i nowym szałasie w dolinie przewija się również w opisach innych dróg. Paryski nie stronił od posługiwania się szałasami jako punktami orientacyjnymi, przynajmniej opisując szlaki biegnące Doliną Pięciu Stawów Polskich. I nie ma się co dziwić, wyróżniają się przecież w krajobrazie wysokogórskim. Nie są jednak tak trwałe jak góry.